Przeczytalam notke TU i zaczelam sie zastanawiac jak to u mnie jest z tolerancja rasowa.
Po glebszym rozpatrzeniu doszlam do wniosku, ze calkiem niezle. Co prawda nikogo u siebie w domu nie “przyjmuje”, ale wynika to z faktu wielkosci mieszkania a nie uprzedzen ![]()
Wsrod znajomych po/poza praca sa Meksykanki i Meksykanie (wiec latynosi), Japonka, dwoch Afroamerykanow, jeden Chinczyk i jeden Kazach.
To chyba nie jest zle?
W temacie uprzedzen innych, mieszkalam przez 2 lata pod jednym dachem z homoseksualista, ktory zarazem byl weganem, wiec spoko
Jedyne, czego tolerowac nie jestesm w stanie to ludzie religijni traktujacy swoja religijnosc jako sprawe publiczna i obnoszacy sie z nia. W Polsce dopiero przeprowadzka do Wawy nieco mi ulzyla.