Pod wiekszoscia tegoz artykulu moge sie spokojnie podpisac, rowniez pod tym, ze w Ameryce (za wyjatkiem takich wysp jak Silly Valley, SF i paru innych) przyznanie sie do braku checi posiadania potomka jest znacznie bardziej wykluczajace.
Wynika to zreszta z przyczyn prozaicznych. Posiadanie dzieci przy bardzo indywidualistycznie zorganizowanym spoleczenstwie rowna sie poswieceniu im calego wolnego czasu, nie zostaje juz nic dla siebie, wiec nie ma sie kiedy spotykac z przyjaciolmi i nie ma sie o czym rozmawiac, jak ciagle zajmuje sie tylko praca i dzieckiem…
I tak, bedac jeszcze w Polsce nasluchalam sie pod swoim adresem, ze oj. Matka do dzis mi truje, przy czym zaspiew z “no kiedy bedziesz miala DZIDZIUSIA” zmienil sie na “to juz ostatni dzwonek!!!!”.
Niech se dzwoni, mnie to wisi ![]()
Najzabawniej wychodzi starcie z ew. kandydatami na tatusiow. Oni by chcieli miec dziecko, spoko. Moj eks mi d. trul o to namietnie.
Wycofuja sie albo zapada milczenie kiedy opisuje, jak ich zycie sie bedzie musialo zmienic. Zwykle sobie tego nie wyobrazaja, albo ich wyobrazenie konczy sie na “to ty sie zajmiesz dzieckiem a ja bede zarabial”.
A WALA. Ja tez chce miec normalne zycie dla siebie i przyjemnosci, a nie byc niewonikiem, sluzaca, sprzataczka a potem jeszcze slyszec jak to mi sie cialo zmienilo po ciazy.
PS: google mnie dzis rozbawil do lez. Wpisalam w wyszukiwarke fraze “krowa polska czerwona” (jest taka rasa) a google na to:
did you mean kurwa polska czerwona?