Posted by: futrzak | lipiec 14, 2008

Nareszcie…

napisali o takich jak ja

Pod wiekszoscia tegoz artykulu moge sie spokojnie podpisac, rowniez pod tym, ze w Ameryce (za wyjatkiem takich wysp jak Silly Valley, SF i paru innych) przyznanie sie do braku checi posiadania potomka jest znacznie bardziej wykluczajace.

Wynika to zreszta z przyczyn prozaicznych. Posiadanie dzieci przy bardzo indywidualistycznie zorganizowanym spoleczenstwie rowna sie poswieceniu im calego wolnego czasu, nie zostaje juz nic dla siebie, wiec nie ma sie kiedy spotykac z przyjaciolmi i nie ma sie o czym rozmawiac, jak ciagle zajmuje sie tylko praca i dzieckiem…

I tak, bedac jeszcze w Polsce nasluchalam sie pod swoim adresem, ze oj. Matka do dzis mi truje, przy czym zaspiew z “no kiedy bedziesz miala DZIDZIUSIA” zmienil sie na “to juz ostatni dzwonek!!!!”.

Niech se dzwoni, mnie to wisi :)
Najzabawniej wychodzi starcie z ew. kandydatami na tatusiow. Oni by chcieli miec dziecko, spoko. Moj eks mi d. trul o to namietnie.
Wycofuja sie albo zapada milczenie kiedy opisuje, jak ich zycie sie bedzie musialo zmienic. Zwykle sobie tego nie wyobrazaja, albo ich wyobrazenie konczy sie na “to ty sie zajmiesz dzieckiem a ja bede zarabial”.
A WALA. Ja tez chce miec normalne zycie dla siebie i przyjemnosci, a nie byc niewonikiem, sluzaca, sprzataczka a potem jeszcze slyszec jak to mi sie cialo zmienilo po ciazy.

PS: google mnie dzis rozbawil do lez. Wpisalam w wyszukiwarke fraze “krowa polska czerwona” (jest taka rasa) a google na to:
did you mean kurwa polska czerwona?

Odpowiedzi

Fakt, powstał artykuł, ale jakiś taki “niefajny”. Powstał niesympatyczny, lekko agresywny obraz ludzi dzieci nieposiadających jakby swojej niechęci do rozmnażania musieli bronić jak niepodległości. W zasadzie czy ludziom którzy wiedzą czego chcą w życiu naprawdę aż tak bardzo przeszkadza pytanie babci i ciotki “kiedy?”… czy nie można przejsc nad tym do porządku dziennego jak nad jakimś lokalnym kolorytem ludzi z innej epoki i myślących inaczej? Po co od razu “brzydzić się” obślinionymi bachorami… ? W artykule więcej było emocji negatywnych do dzieci niz tych neutralnych, z których prosty wniosek byłby, że każdy ma prawo decydowac o tym jak będzie wyglądało jego życie. Tak jak uważam, że każdy rodzic ma prawo do rozwodu. Że nieudany związek zakończony w porę przyniesie dziecku więcej korzyści niż strat. Nigdy też nie segregowałam ludzi na tych “mających” i “nie mających” dzieci. Właściwie cóż mnie to interesuje… i praktycznie nie odczuwam tej różnicy w kontaktach z ludźmi chociażby w pracy. Może raz, pracując w agencji reklamowej czułam się jak kosmitka wychodząć o 17 po młoda do przedszkola, ale czułam się tak bo dawano mi do zrozumienia, że to dziwne, mieć obowiązki nie związane z pracą. I właściwie to ja czułam się nietolerowana, a nie ja nietolerowałam ich… Przynajmniej takie jest moje pierwsze wrażenie po przeczytaniu “WO”.

well… did you?
;)

zgadzam sie z ikar

wszystko bylo tak niesmacznie napisane… przeciez moznaby to podac w mniej agresywnym opakowaniu, niz przez pryzmat rozpieszczonej gowniary tudziez zapatrzonego w siebie managiera…

nie, nie dobre to bylo

aczkowliek brak potrzeby posiadania dzieci rozumiem :)

Ten tekst został chyba zamówiony przez lobby dzieciatych, bo wyszedł jakiś taki dziwny. Nie mam dziecka, ale zgodzę się z ikar - można na ten temat napisać znacznie mądrzej.
“Chroń mnie przed przyjaciółmi, z wrogami poradzę sobie sam”

Zgadza sie, artykul napisany tak, ze stawia w zlym swietle ludzi nie majacych dzici z wyboru.

Jednak, co do brzydzenia sie zaslinionymi, umazanymi dzieciakami - coz, mam tak samo. Zawsze mialam. I niestety zawsze musialam bronic swojego zdania.
Pytania o dziecko sa ok, ale dlaczego ludzie nie poprzstana na tym, gdy w skrocie odpowiem “nie lubie dzieci i nie chce ich miec”?
Dlaczego musza dociekac, robic zlosliwe i glupie komentarze a potem wykluczac, obrazac sie i tak dalej?
Co, nie potrafia sie z tym pogodzic, zrozumiec? Dlaczego ja jako niedzieciata moge przejsc do porzadku dziennego nad tym, ze oni maja dzieci i NIE WNIKAC dlaczego i po co - ale w druga strone to nie dziala?

Nie planujemy dzieci z mezem, choc ich na 100% nie wykluczamy. W Polsce wszyscy nam glowe truja na temat dzieci, kazdy pyta i namawia, co jest bardzo meczace i irytujace. Tylko nieliczni probuja sie zdobyc na zrozumienie. W Stanach ludzie bardziej daja nam spokoj, mniej sie dziwia, dlatego zdziwily mnie wypowiedzi w artykule, ze w Stanach jest gorzej byc bezdzietnym. Ja mysle, ze jest lepiej. Fakt, trudno o bezdzietnych znajomych w naszym wieku, ale ludzie szanuja nasz wybor, a my “rozrywamy” sie w grupach jeszcze bezdzietnych, albo z doroslymi i juz samodzielnymi dziecmi. Uwielbiam swoja wolnosc.

Co do artykulu, to zgadzam sie z wczesniejszymi wypowiedziami, ze tylko zaszkodzil wizerunkowi osob bezdzietnych, a nie pomogl. Wcale nie trzeba miec obrzydzenia do dzieci, zeby na nie nie miec ochoty.

futrzaku drogi - wierz mi to jest kwestia towazystwa w jakim sie obracasz :)

moi znajomi nie pytaja czemu nie masz dziecka/czemu masz/czy lubisz krowy bzykac na lace…

nikogo to

masz nie masz twoja banka :) a sa wsrod nich single, pary, dzieciaci nie dzieciaci tak wiec wszystko zalezy skad sie patrzy

a frustratom mowiacym o kociej kupie mowie stanowcze nie :)

apropo obrzydzenia… :)

Pracuję z dziewczyną, która ani razu nie przewinęła swojego syna, bo ma przy tym tak silny odruch wymiotny, że nie daje rady… syn ma już 2 lata. :)

Jak moja młoda wymiotowala, a zdarzało jej się to przy każdym kaszlu i chorobie, to zdarzyło mi się wylądować w toalecie… mimo że ogólnie jestem mało obrzydliwa (chociaż z wiekiem jakby gorzej mi się robi w tym temacie).

Nienawidzę sprzątać kuwety po kotach. Kocham nasze futra, ale na samą myśl o tym mi słabo. Mam w związku z tym problem proszenia znajomych o zajęcie się kotami podczas naszych krótkich nieobecności, bo nie potrafię ich poprosić o sprzątanie kuwety… co innego sypnąć pokarm rybkom lub nalać wody chomikowi.

A w skrócie to chodzi mi o to, że zazwyczaj mimo że często nie wiemy na co się decydujemy (patrz: dziecko lub choćby koty) to dajemy radę. Po prostu. I często minusy są przyćmione przez plusy :)

aaa, do protokolu prosze wpisac - ikar to nie bylo do ciebie :)

Snufkin: wiem ze to kwestia towarzystwa… w Polsce jednak na “normalne” towarzystwo natrafilam dopiero, jak sie przenioslam do Wawy.
Lublin to jednak ciagle zascianek byl….przynajmniej wtedy.

Aneta: w USA jest lepiej o tyle ze rzeczywiscie ludzie sie mniej czepiaja. Ale, tak jak pisalam, jesli akurat nie ma sie znajomych bezdzietnych albo z dziecmi odchowanych, to wykluczenie nastepuje ze tak powiem “samotrzec”.
Mnie tutaj nie zyje sie zle, bo mam dosc sporo bezdzietnych znajomych :) - glownie europejczykow zreszta.

No i zalezy oczywiscie od tego, GDZIE sie w USA mieszka…

Ikar: ok, moja wypowiedz dotyczaca ze brzydze sie malymi dziecmi wiaze sie z tym to raz, dwa jednak i chyba mocniej z faktem, ze bedac na roznych rodzinnych imprezach/zjazdach (wesela, odwiedziny ciotek etc.) WCISKANO mi na sile zaszczane, zasmarkane, wysmarowane jak nieboskie stworzenie dziecko…. a kiedy sie odsuwalam to nastepowal potepiajacy potok slow w stylu “NO JAK MOZESZ NIE CHCIEC, TAKI SLODKI BOBAS, O CIU CIU O ZESIUSIAL SIE PRZEWINIEMY” i tak dalej.
Raz sie wkurwilam na maxa i odpalilam ciotce: nie bede gowien cudzych bahorow sprzatac. Nie moje dziecko, nie moje gowno i nic mi do tego.

Obrazili sie na amen, do dzis z nimi kontaktow nie utrzymuje. Byc moze wiec ten negatywizm i “walka jak o niepodleglosc” bezdzietnych stad sie wlasnie bierze.
Trzacha mnie jak bahor z wysmarowanymi lapami leci do mnie i wyciera sie o spodnie albo kiecke, ktora potem czesto nadaje sie do wyrzucenia. A jak sproboje powiedziec cos do rodzicow, to gromy sadaja na moja glowe.
No kurwa, to ma byc TOLERANCJA????

To w sumie mogę powiedzieć coś podobnego o właścicielach psów, które “przyjaźnie” skaczą na człowieka, ja umieram wtedy w panice, nie wspominając właśnie o zniszczonych ubraniach, a dla nich to żaden problem, przecież to bardzo przyjazny owczarek niemiecki. Ale głupota dotyczy owych właścicieli psów lub rodziców dzieci. Niektórzy ludzie nigdy nie powinni mieć zwierząt ani się rozmnażać, ale niestety to robią.

I niestety jak widzę jak ostatnio zachowują się nastolatki w miejscach publicznych to sobie myślę że primo: chociaz nie mają już obślinionych buziek i obsiusianych majtek są upierdliwie nieznośne, secundo: to pewnie powoli oznacza że ze mnie robi się zramolała baba, tertio: za chwilę będę miała nastolatkę w domu i to juz mnie trochę przeraża. Ale my też kiedyś myśleliśmy, że nam wszystko wolno i jesteśmy bardzo zabawni robiąc niekoniecznie najmądrzejsze rzeczy pod słońcem. Ale to było naprawdę dawno temu :P

A co kocich kup –> hahaha –> owszem moja frustracja wzrosła wraz z ze wzrostem ilości kotów. Przy jednym jakoś nie było aż tak WIELKIEGO problemu jak przy dwóch… To tylko taka mała namiastka dwójki dzieci, dlatego zapewne pozostane przy jednym… przyznaję, że powtórka z rozrywki lekko mnie przerasta :)))

Ikar: zgadzam sie w calej rozciaglosci odnosnie tego ze niektorzy ludzie nie powinni miec ani zwierzat ani dzieci.

A wydaje sie, ze w Stanach rozmnazaja sie na potege glownie ludzie, ktorzy dzieci miec nie powinni…

Bo to samonapędzająca sie machina - bezrefleksyjne rozmnażanie jest raczej udziałem tych, którzy do refleksji skłonności nie mają. Jednym słowem zwycięża samolubny gen :)

Aneta: nie tylko w USA, wszedzie tak jest. Jak juz jakis kraj dojdzie do w miare rozsadnego poziomu czyli zlikwiduje nedze, zorganizuje opieke lekarska, ludzie zaczynaja sie ksztalcic - to wtedy na ogol rozrodczosc bardzo spada.
Bo ludzie zaczynaja myslec i planowac. BO MOGA.

A w krajach gdzie jest nedza dzieci sa plodzone z przypadku, beznadziei, braku lepszego pomyslu i perspektyw oraz - LAST BUT NOT LEAST - braku dostepu do antykoncepcji tudziez zwichrowanych wymogow kulturowych, wiazacych sie z represjonowaniem kobiet.

Bo niestety, w Afryce, krajach arabskich i latynoskich miernikiem wartosci kobiety jest to, ile urodzila dzieci. Im wiecej tym lepiej. Nawet jesli kobiety maja dostep do antykoncepcji jak w USA (zreszta nie jest darmowa, o nie) to dalej plodza bez zastanowienia, bo jesli ktoras bezdzietna to maz ja wyrzuci z domu i slub wezmie z taka co bedzie rodzic…

Co prawda to prawda. Ale do czego to prowadzi? Przeciez teoretycznie ewolucja ma zadbac o to, zeby najsilniejsze, najmadrzejsze, najpiekniesze i najzdrowsze egzemplarze dominowaly, tymczasem jest dokladnie odwrotnie i to na szeroka skale. Ale, ale - chyba zaczynam wychodzic poza granice swojej ekspertyzy. Juz sie zamykam.

Aneta: ewolucja o nic “nie dba” :)
ewolucja jest slepa jak kret :)
Dzieki doborowi naturalnemu przetrwaja Ci, ktorzy w danych warunkach mnoza sie najszybciej i maja najwiekse szanse przezycia. Piekno, inteligencja i tak dalej maja tu sie nijak.
No chyba, ze ludzkosc dojdzie do etapu gdzie bedzie sama ksztaltowac wlasna ewolucje za pomoca manipulacji genetycznych.

A wrażliwi neurotycy to już zupełnie gatunek nieprzystosowany, skazany na wymarcie.

Ikar: no i pewnie gdyby nie takie a nie inne warunki spoleczne i dosc zaawansowana cywilizacja to nie przetrwaliby. Podobnie jak ludzie z wieloma innymi problemami/chorobami.

A dla mnie artykuł jest bardzo dobry i osoby, które tak właśnie myślą nie odbiorą tego negatywnie. Osoby natomiast które mają pogląd przeciwny odbiorą to zupełnie inaczej.

Ja dzieci nie cierpię (choć czasem odzywa się we mnie instynkt macierzyński) i nie wiem czy chcę je mieć. Natomiast to czego nie jestem w stanie zaakceptować, ani znaleźć w sobie odrobiny zrozumienia to zachowanie rodziców z tymi bachorami w miejscach publicznych. Ostatnio bylam na lotnisku, zmordowana bo bardzo ciezkich dwoch dniach pracy. Mala dziewczynka biegala i tak darla ryja, ze mialam wrazenie, ze glowa mi eksploduje. Matka spokojnie siedziala obok i nic. Po prostu kurwa nic. A to sie darlo i darlo. Szczerze powiedziawszy zawsze sie zastanawiam co zrobic w takiej sytuacji. Zwrocic uwage? Siedziec cicho? Ja naprawde nie rozumiem czemu swojego dziecka nie mozna gdzies wyniesc i uspokoic, albo poczekac az sie uspokoi. Generalnie z ludzmi dzieciatymi jest jak z palaczami. Wiekszosc sadzi, ze cala reszta ma obowiazek tolerowac wrzask lub dym papierosowy bo tak i juz.

Shent: dziecko mozna uspokoic a wlasciwie jeszcze lepiej: wychowac tak, zeby w miejscach publicznych zachowywalo sie wlasciwie.
Na przyklad: nie widzialam jeszcze zeby dzieciaki japonskie czy chinskie w miejscach publicznych biegaly, robily rozrobe, histeryzowaly albo darly sie niemilosiernie.
A w Polsce… coz, wiadomo :(

shent –> trochę zajęło mi zastanowienie się co Ci odpisać :) Może jako matka poczuwam się (no trochę tylko… :) do odpowiedzi. Myślę że suma doświadczeń w tym rodzicielskich daje mi trochę dystansu do takich sytuacji. Może znam ten ten rodzaj śmiertelnego zmęczenia kiedy nie jest sie w stanie odpowiednio reagować, a może zbyt wiele godzin spędziłam uciszając płaczące dziecko by wiedzieć że czasami nie da się nic zrobić… Zakładam roboczo że dziecko było zdrowe i darło się raczej ze szczęścia niż z rozpaczy. Mogłaś spróbowac zwrócić uwagę. Może wtedy wiedziałabyś z jakim rodzajem rodzica masz do czynienia. Ale wyobrażam sobie od razu jak bardzo wkuci byli wszyscy w samolocie kiedy moja młoda wyła 45 minut z powodów czysto fizjologicznych - krótka trasa, wznoszenie się i lądowanie, a w środku mega turbulencje. I słowo daję nic nie byłam w stanie zrobić żeby jej ulżyć, a przy okazji sobie i pasażerom. Samo życie po prostu.

Ikar -> Ależ oczywiście, że bycie matką daje Ci dystans do sytuacji. Tak samo jak bycie palaczem sprawia, że nie widzi się nic złego w ludziach którzy kopca na przystankach. Ani w tym, że piesek sra na trawnik jak się swojego pieska ma. Przecież wszystkie pieski sraja.
I zawsze jest tak, ze jest sie po jakiejs stronie barykady to ma sie zupelnie inne podejscie. I ze czlowiek sie zmieni przez lata itd.
Nie zmienia to nadal faktu, ze jezeli dziecko jest typem dracym ryja (niezaleznie od powodow) to z czystej przyzwoitosci powinno sie nie katowac tym ludzi znajdujacych sie obok.
Przyklad z samolotem. Jasne z Twojego punktu widzenia zrobilas wszystko co moglas. Z mojego punktu widzenia jakbym siedziala w tym samolocie bylabys dla mnie kolejna koszmarna matka ktora nie umie uspokoic bachora.

Jak zwykle punkt widzenia zalezy od punktu siedzenia

Nina, ale wiesz japonczycy to jest zupelnie inna mentalnosc. Choc to prawda, ze w 90% zachowanie dziecka zalezy od jego wychowania.
I tak jak przy malutkim dziecku mozna sie jeszcze silic na zrozumienie, tak przy takim co juz biega samo i drze morde albo rzuca sie na glebe zrozumienia miec po prostu nie mozna.

Nina, ja tez poprosze o haslo, cos nie moge sie polapac w tym mailu co podalas, moj:
rumiankowa@go2.pl

Shent: no wlasnie, specjalnie podalam taki przyklad. Bo wcale nie jest tak, ze japonskie dzieci rodza sie jakos inaczej uwarunkowane ewolucyjnie na nie darcie sie :)
Co do reszty sie calkowicie zgadzam. Uwazam, ze jesli rodzic nie potrafi wychowac dziecka tak, zeby sie zachowywalo normalnie w miejscach publicznych to po prostu nie powinien go tam zabierac.
USA jest krajem, w porownaniu z Polska, dosc przyjaznym dzieciom; niemniej NORMA jest tutaj, ze w restauracji jak dziecko placze to rodzic ma obowiazek wziac go na zewnatrz i uspokoic; norma jest, ze bahory nie pelzaja pod stolami ani nie niepokoja innych klientow.

Melisa: wysle jak wroce do domu :)

Leave a response

Twoja odpowiedź:

Kategorie