W sobote na imprezie porozmawialam sobie z republikaninem. Rozmowa przypominala raczej walenie glowa w sciane, z bezsilnosci.
Bo jak rozmawiac z kims, kto na przytoczone dane - w tym wypadku chodzilo o kwestie zmiany klimatu zwiazane z efektem cieplarnianym - odpowiada “I do not buy it”? I ze, “nie wierze”?
To jest wlasnie problem z wiekszoscia republikanskich wyznawcow. Nie docieraja do nich zupelnie racjonalne argumenty, oni albo “wierza” albo nie. Nie rozumieja, ze wiara ma sie nijak do matematyki, fizyki i statystyki, o biologii nie wspominajac. Konkretne dane i fakty traktuja jak prawdy wiary.
STRASZNE.
Kto by pomyslal, ze slynne okreslenie Kisiela “dyktatura ciemniakow” da sie calkowicie zastosowac do zwolennikow jednej partii w kraju ponoc demokratycznym?