i przemawiajaco do rozsadku, tadaaaaam.
Chyba jednak nie warto sie szarpac z wlasnym cialem. Kolega przytomnie zauwazyl, ze stres zmienia przemiane materii tez. Jedni chudna bo ze zdenerwowania zanika im apetyt, a drudzy maja na odwrot.
Ja mam najwyrazniej ten odwrot. Poza tym wszelakie drastyczne ograniczania jedzenia powoduja jedynie ze organizm panikuje i broni tluszczu jak niepodleglosci.
Nie, zadnych szalenstw zywieniowych nie bedzie, ale tez i nie bede sie zameczac, ze zjadlam kawalek chleba wiecej, ani tez zero pojscia spac z burczacycm brzuchem. Tlustych rzeczy juz od dawna nie jadam (bo zoladek mnie wykancza potem), miesa czerwonego tez nie, od nadmiaru slodkosci (np. jeden paczek albo wiekszy kawalek ciasta) mnie mdli, za to lubie warzywa i rozne owoce.
Trzeba jedynie bedzie nieco garderoby nowej zakupic i tutaj przyznac musze nastepuje niejaki zgrzyt. Nie wiem czy jest tak w calych USA - pewnie nie - ale tutaj gdzie mieszkam ciezko dostac jakies rozsadne ubrania w rozsadnej cenie i rozsadnym rozmiarze. Sa rozne butiki, ale kroluja tam kiecki i bluzki w rozmiarze 4 i 6. Fenk ju gut najt (jak mawiala Barbarella). Ja jestem kobieta duza i potrzebuje 10 albo 12. Na dodatek potrzebuje rozmiar TALL, zeby mi spodnie nie konczyly sie przed kostkami a spodnica dupe zakrywala
Pojscie do sieci typu GAP, Banana Republic i tym podobnych rozczarowuje, bo maja wszystko takie same jak ze sztancy, nudne, szyte na kobiety-patyki i w kolorach jakby ktos obrzygal albo w bloto wpadlo. Zupelnie ale to zupelnie nie w moim guscie. I tu dochodzimy do sedna.
Zastanawiam sie na powaznie nad zakupem maszyny do szycia i robieniu sobie ubran samemu. Kiedys dawno dawno temu w Polsce, w glebokich czasach komuny juz to czynilam. W sklepach byly tylko obrzydliwe jeansy marki “odra” z niescierajacego sie jeansu, kroj jeden, plus nylonowe bluzeczki i poliestrowe sweterki.
Uh. Tylko to kurde, kupe czasu zajmuje.
PS: a tu posmiac sie mozna z naiwnosci pismakow w latach 60-tych :)))
Napisane w zwykle