Jest godzina 22.30 w tej chwili, w chalupie mam ciagle 30 st C i doprawdy jedyna rzecz, ktora gasi pragnienie to piwo.
Pieprzyc diete.
PS: tak jest, mam to gdzies. Wczoraj zaplanowalam sobie pojsc na basen i wszystko diabli wzieli. Zadzwonil luby, kiedy juz wlaczalam sie do korka na autostradzie, ze wlasnie sobie zatrzasnal kluczyki w samochodzie.
Nie… wroc, on nie uzyl slowa zatrzasnal. On “zostawil” je w samochodzie. Zadzwonic do aaa (triple a) nie zadzwoni, bo karty nie ma (a mowilam mu juz chyba ze 100 razy zeby sobie wyrobil ale oczywiscie PO CO MU, on kluczykow nie gubi a i holowanie no na co..), a bez karty zaplacilby za serwis otworzenia drzwi ze stowke.
Coz mialam robic. Ja oczywiscie zapasowe klucze od jego samochodu nosze ze swoimi, chociaz do dzis pamietam jak mi dupe trul ze PO CO. No ale luz.
W permanentnym korku i temperaturce 36 st C dowloklam sie do Mntv po pol godzinie. Potem zakosami i bocznymi drogami do downtown San Jose. Jako ze pierwszy raz jechalam ta droga, a directions mi luby przez telefon podawal (brzmialy one “potem skrecisz w lewo a pozniej juz bedziesz widziec”) to oczywiscie minelam skrzyzowanie na ktorym powinnam skrecic. Niby nic, ale organizacja ruchu w downtown jest taka, ze kupa ulic jednokierunkowych, ruch akurat najwiekszy bo wsio z roboty wyszlo… takze zanim dostalam sie tam gdzie chcialam to dodatkowe 20 min mi zajelo w czym niebagatelna role odegral luby, bo zadzwonil akurat w momencie gdy przymierzalam sie przebic przez sznur samochodow na lewy pas i skrecic… oczywiscie, zamiast to zrobic odebralam telefon, 10 sekund do skretu minelo i dupa, nastepna rundka.
No i tak. Spocona, wkurwiona dojezdzam, daje mu te klucze, a on z pretensjami, ze co mi tak dlugo zajelo i ze ha ha ha no oh ja nigdy nie moge trafic tam gdzie trzeba, zawsze cos przegapie ha ha no kurwa rzeczywiscie BOKI ZRYWAC.
Plany basenu, relaksu i cwiczen poszly sie jebac. Tak jest, w takich chwilach zgadzam sie z ds calkowicie, ze lepiej zyc samemu niz sie meczyc z facetem…
Napisane w zwykle