zdumiewaja mnie po prostu.
Siedzimy w knajpie przy okraglym stole. Znane towarzystwo, poczem ja i dwoch nowych kolesi. Jako ze siedzieli obok, to zagadalam. Oczywiscie okazalo sie, ze obaj pracuja w branzy komputerowej. Jeden Dir of It na Stanfordzie a drugi w jakims startupie jako szef programistow. Ok, gadka szmatka, wspolny temat, smiejemy sie, wymieniamy doswiadczenia i tak dalej.
Za chwile “znajoma” (ma tyle lat co ja, samotna matka dwojki dzieci, pielegniarka, szuka se faceta) traca mnie w lokiec i na glos: “a ty ciagle gadasz i gadasz, przestan bo inni tez chca dojsc do glosu!”‘
Sie troche zdziwilam ale ok, zamilklam i czekam. Ci goscie, z ktorymi gadalam, tez zamilkli i czekaja. Ona nic nie wydukala, zapytala how are you i rozmowa sie zakonczyla. Takze, wrocilismy do tematu i dalej kontynuowac.
Czas uplynal, zamykaja knajpe… okazalo sie ze “znajoma” poskarzyla sie…. Lubemu. Bidna bo chyba nie wpadla na to, ze to moj facet i jej sie ulalo: ze ja jestem okropna, ze blokuje facetow a wlasciwie to nie powinnam z nimi rozmawiac, bo przeciez mam juz kogos i to swinstwo w stosunku do kobiet co nikogo jeszcze nie maja, ze nie dalam jej dojsc do glosu, ze zmusilam (???) ich do gadania o komputerach a ona nic na ten temat nie wie…
No teges. Opadlo mi tak troche….
Napisane w zwykle