Dzis jakby goraczka troche zeszla, leb juz nie napierdala a normalnie boli. Wirus przeniosl sie do pluc, powodujac kaszle jak przy suchotach i odrywanie sie flegmy, ktore to odrywanie okupione jest wrazeniem jakbym polykala ogien.
Cud miod malina. Troche podejrzliwa jestem, bo z nosa sie nie leje. Hm. Jutro niestety bede chyba sie wybierala do pracy. W USA chorobowe odliczaja od dnich wolnych, a jesli sie bardzo permanentnie choruje a ubezpieczonym nie jest od takich wpadkow, to nie placa nic.
Skutek taki, ze ludzie znacznie rzadziej choruja, a jak juz zachoruja powaznie, to zwykle albo umieraja albo se finansowo rujnuja cale zycie.
Dobor naturalny dziala.
PS: no szczele se w leb chyba. Jakbym miala za malo problemow, to prosze, nastepny: rozwolnienie i to takie na maxa :((((