Posted by: futrzak | styczeń 22, 2008

Zastanawiam sie…

czy w moim zyciu faktycznie nie dzieje sie nic ciekawego czy to po prostu moje wrazenie wynikajace z natretnie powtarzajacych sie czynnosci.

Nigdy nie lubilam rutyny, starczy mi ze codziennie musze na ta sama godzine stawiac sie w pracy i juz samo to w sobie jest wystarczajaco przygnebiajace. Nie wyobrazam zapisania sie dodatkowo na jakies zajecia po pracy, obojetnie czy byloby to doksztalcanie sie czy tez hobby. Nie rozumiem, jak ludzie moga sobie planowac co do minuty czas kazdego dnia. Zwariowalabym.

Najpierw cieszylam sie nowym mieszkaniem - bo pierwsze, bo wreszcie sama moge zdecydowac na jaki kolor se pomalowac sciany i jaki mebel kupic. Stac mnie bylo. Mieszkanie urzadzone (w miare) a mysl o kolorze na jaki pomalowac szafki w kuchni oraz sciane przyprawia mnie raczej o bol zebow. Bo to tyle pracy bedzie.

Wakacje byly a tak jakby ich nie bylo. Niecale dwa tygodnie, ot pryszcz na tylku. Juz po paru dniach martwilam sie, ze trzeba bedzie znow wlezc w codzienna rutyne. Ktorej nie znosze.

W pracy sie nudze i szlag mnie trafia bo robie wciaz te same rzeczy uzerajac sie z tymi samymi problemami. Kolejny projekt przy ktorym naczalstwo powtarza dokladnie te same bledy co przy ostatnim. Psu na bude sie zdaly “post mortem” i obiecania poprawy.

Eh.

Trzeba mi pomyslu na zycie, a tu nie ma. Z realizacja juz sobie jakos sama poradze…

Odpowiedzi

Ja mam ten sam problem. Wszystkie plany zyciowe zrealizowalem i nie mam wiecej celow w zyciu. W pracy nic wiecej nie osiagne, wiekszego domu nie potrzebuje, zony juz nie zmienie. Co dalej?

Zyje tylko wakacjami i weekendami.

Peter: hm…. wnioskuje z “zyje tylko wakacjami i weekendami” ze …. nastepnym celem moglo by byc dorobienie sie na tyle, zeby cie bylo stac na ciagle wakacje :)

Dobra, spekuluje teraz, ale ja na przyklad bym chciala. Rutyna rutyna, ale ja nie lubie swojej pracy. Chcialabym zaczac cos innego, nowego, a najlepiej pojezdzic sobie po swiecie. Tylko ze jak na chwile obecna zeby sie utrzymac musze pracowac. Nie mam zgromadzonych kapitalow wystarczajacych zeby od tego odcinac kupony i nie martwic sie za co zaplacic rachunki pierwszego…

Takie jest życie. I każda praca będzie w jakimś stopniu rutyną, no chyba że jest się Britney Spears, albo Paris Hilton które to pracy nie mają. Ale ja dziękuję, wolę rutynę od brukowców co niedzielę albo na codzień.

Wygląda na to że potrzebna Ci jest zmiana pracy na inna. Nie wiem co chciałabyś robić zamiast tego co robisz obecnie (?). Może warto się nad tym zastanowić.

Kochana, ty sobie zrob dzidziusia :) Zobaczysz, jak ci wszystkie rutyny przejda. Jak reka odjal.

ania2000: zwariowalas chyba. Dziecko to dopiero jest RUTYNA w zyciu. I odpowiedzialnosc. Nie, dziekuje…

Jaka tam rutyna - nie przewidzisz ani dnia ani sekundy.
Ale oczywiscie nie namawiam - just a thought.

angelika: co z tego ze wiem co bym chciala robic? Robienie tegoz wymaga skonczenia szkoly (przynajmniej dwuletniej) ktora kosztuje. Z czego mam sie przez ten czas utrzymac i zaplacic za szkole? Potem tez nie bede miala wesolo bo przez pierwsze lata gowniane pieniadze. Nie chce narazie pozbywac sie mieszkania, sprzedawanie na obecnym rynku recesji to powalony pomysl, tylko bym stracila.
Zreszta, wynajem kosztowalby mnie raptem jakies 300-400 dolcow miesiecznie mniej od splaty pozyczki. Bez sensu.
Wiekszosc marzen rozbija sie o brak pieniedzy, niestety.

No niestey, szkołę trzeba mieć wszędzie skończoną na wymarzoną pracę. A na studia jedyna droga to przez zaciągnięcie kredytu. Chyba że ma się bogatych rodziców. Cała reszta zaciąga kredyt, nikt nie ma pieniędzy, bo do nich dochodzi się bardzo powoli. Ja uważam że jeśli jest coś czego się bardzo pragnie, jak nowa praca, to jeśli trzeba to nawet po trupach, ale się to coś osiągnie.
Z ciekawości, a co to za wzmarzona praca której nie chcesz poświęcić 2 lat nauki?

Ania2000 zgadzam się z tobą, chociaż pod wieloma względami macierzyństwo może przerodzić się w wielką rutynę, te same czynności powtarzają się aż do momentu kiedy dziecko dorośnie i się usamodzielni.

Pozdrawiam.

angelika: wiesz, ale ja juz se ejdnego magistra zrobilam i specjalnie nie ciagnie mnie znowu do klepania biedy. Nie wyznaje zasady ze po trupach byle do celu. Praca ktora (przynajmniej tak mi sie w tej chwili wydaje) by mnie pociagala to grafik komputerowy. Stawka na wejscie 8-10$ za godzine. Nawet jesli wezme kredyt szkolny i sprzedam chalupe to i tak musze popierdzielac do roboty zeby sie utrzymac. Ja juz kiedys rownoczesnie studiowalam i pracowalam i dziekuje bardzo za takie cos. Wtedy bylam mloda i latwiej mi bylo, dzis pewnie nie dalabym sobie rady.
No i drobnostka, musialabym sie przestac widywac z moim obecnym chlopem, bo po prostu rozmijalibysmy sie zupelnie w czasie.

Koszty potworne a efekt, jesli w ogole jakis bylby, dopiero za wiele lat. Takze raczej nie.

Ah, i jest jeszcze jeden argument: ja NIE CHCE zeby praca stala sie jedynym celem mojego zycia, wszystko jej podporzadkowac a cala reszta na bok. To jest najlepszy przepis na disaster.

ania2000: jak to nie przewidze??? Dzien mam az do obrzygania poukladany i zero na spontan: wstac rano, zrobic bahorowi papu, nakarmic, potem odprowadzic do jakiego daycare (na co musialabym znalezc pieniadze bo w USA za urlopy maciezynskie nikt nie placi i zeby sie utrzymac musialabym po 2 miesiacach wrocic do pracy), po pracy leciec z wywieszonym jezorem odebrac dziecko, zrobic zrec, pobawic sie z nim, moze wyjsc na spacer, polozyc do lozka.
Ciagle te same czynnosci i zero czasu dla samej siebie.
Samotna matka to se moze mozna byc w Szwecji, ale w USA nie da rady, chyba ze sie ma rodzine ktora bedzie sie dzieciakiem zajmowac jak ty chodzisz do pracy albo ty sie zajmujesz dzieciakiem a rodzina na ciebie pracuje…

Moja rada w takim razie : Stop complaining. :P

angelika: po to mam bloga zeby sobie ponarzekac, bo od tego robi mi sie lzej.

Nina, a to trzeba było tak od razu mówić. Ja biedna myślałam że ty konkretnych rad szukasz ;)

wiesz co - bo ja sie czlowiek do takich fajerwerkow przyzwyczai, to mu ciezko juz potem wrocic do normalnosci.

ja prawde mowiac na rutyne, tudziez nude nie narzekam, ale juz sie boje tych dni kiedy wszystko sie ulozy i bede znowu uczesana i powazna :)

a tak wogole, to wez przylec do mnie do wrocka :) zapraszam z calego serca!! moze sie oderwiesz i na pewno bede w stanie cie rozerwac :)

snufkin: ba! Jak tylko bede miala kiedy. Dzieki za zaproszenie :)

Leave a response

Twoja odpowiedź:

Kategorie