pierwszy raz w zyciu zatrzasnelam sobie kluczyki w samochodzie. Wine zwalam oczywiscie na przedswiateczne zakupy. Zarcie jeszcze jakos poszlo, ale juz przy probie zakupienia obrusu, jakies dekoracji na stol i tym podobnych rzeczy podlamalam sie. Wszedzie tlumy, kolejki i ogolny wsciek. W koncu jakos doturlalam sie do domu - zmarznieta, glodna, ledwo funkcjonujaca. I sru. Nie wyciagnelam kluczykow ze stacyjki za to zatrzasnelam drzwi. Przed wyjsciem otworzylam bagaznik - niestety siedzenia nie daly sie zlozyc od strony bagaznika. Co za pech. Jeden sasiad przejety moja niedola (prawie zero a ja w swetrze bez kurtki bo kurtka w samochodzie nie?) probowal sie wlamac - nie dal rady. W koncu zadzwonilam do AAA. Przyjechali po 15 minutach, pan otworzyl drzwi.
Kurtyyyynaaaaa.
Wigilia bedzie wygladala tak: przychodzi A, przychodzi R. a po 21.00 mam nadzieje dolaczy Luby. Jako ze zadne z nas nie jest religijne a ja nie mam ochoty lepic pierogow i gotowac bigosow, to wyzera bedzie zwykla. Serki, wedliny, udalo mi sie kupic grzybki marynowane i sledzie, A. zrobi salatke jarzynowa a ja rybe po grecku. I juz.
Nie lubie skladac zyczen, bo zwykle sa sztampowe. Ale jednego napewno wszystkim czytajacym chce zyczyc: ZDROWIA. To sie wydaje takie trywialne, ale. Pieniadze mozna zarobic. Pieniadze sa albo ich nie ma. Jesli zas zachhorujemy, jesli ktos umiera - to zadna mamona swiata tego nie zmieni i nie zastapi brakujacej osoby.
No i jeszcze zycze, zeby przynajmniej przez swieta ludzie sie nie klocili. Nie pouczali innych, nie robili zlosliwych uwag, nie wymadrzali sie i nie siali zlej atmosfery. Gdyby kazdy sie powstrzymal od, swiat przynajmniej na te pare dni bylby nieco przyjemniejszy :))))))