Posted by: futrzak | listopad 22, 2007

Jak to z ta religia jest

Aga poruszyla ten problem u siebie, odnoszac sie do artykulu w Wybiorczej

Tez porusze bo temat mnie interesuje od dawna. Szkoda mi owej Magdy z artykulu. Ma kiepska rodzine, niestety, rodzine ktora za pomoca dziecka i poczucia winy stara sie ja sama nawrocic na jedynie sluszna wiare. Dziecko jak to dziecko, bedzie chcialo robic i miec dokladnie to, co i jego rowiesnicy. Koledzy maja telefony komorkowe - bedzie wyc i ryczec, zeby mu kupic. Koledzy w krzakach popijaja piwko - sproboje i tego. Koledzy maja komunie i dostana prezenty - ono tez chce przynalezec do grupy, brac udzial w ceremoniach, dostac prezenty.
KK doskonale o tym wie i dlatego tak naciskali, zeby wprowadzic religie do szkol, na dodatek umieszczac ja zawsze w srodku innych lekcji. Wypowiedz ksiedza “- Ośmiolatek jest często tak samo mądry jak pięćdziesięciolatek - odpowiada ksiądz Indrzejczyk. I dodaje: - Mały obserwuje świat, widzi kościół i mówi, że chce się ochrzcić. Obojętnie wobec tego przejść nie można. Nie można mu powiedzieć, że jest głupi. Nie można go zbywać, pomijać jego prośbę.” - czysta obluda.
Osmioletnich dzieci (czy nawet nastolatkow) Kosciol nie traktuje jak doroslych i jesli ich “prosby” sa nie po linii mysli koscielnej to inne rady sa udzielane rodzicom. Wtedy nagle okazuje sie, ze dziecko jest niedojrzale, powinno sie podporzadkowac doroslym, sluchac ksiedza i spelniac ich polecenia, bo samo nie ma jeszcze wystarczajaco duzo pod czaszka zeby “dokonac w pelni swiadomego i wlasciwego wyboru”.

Zreszta, jak wazne jest wczesne zindoktrynowanie dzieci (eufemistycznie zwane tutaj wychowaniem w Bogu) wie nie tylko religia katolicka. Daleko nie szukajac - w islamie muzulmanin moze sie ozenic z nie- muzulmanka, ale dzieci MUSZA byc wychowywane w jedynie slusznej wierze. Szanse, ze raz za mlodu uksztaltowana wizja swiata oraz nawyki myslowe zostana na cale zycie, jest bardzo duza. Tej okazji nie mozna przepuscic.

Smutne, ze wielu rodzicow (matki szczegolnie) daje za wygrana i nie maja sily walczyc z wiatrakami. Daja sie uspic zapewnieniami, ze “skoro chce to chce” “zlamiesz wiez z dzieckiem” “nie chce go izolowac od rowiesnikow” “skoro wszyscy chodza to on tez” etc.

Katolicyzm z punktu widzenia ateisty czy agnostyka wyglada dokladnie tak samo, jak wszystkie inne religie, czyli - jest bajka dla doroslych. Bajka, w ktorej umarli wstaja po smierci, woda zamienia sie za pomoca magii w wino, kobieta rodzi dziecko bez aktu zaplodnienia, po ziemii chodza rozne dziwne mieszanki genetyczne: a to pol-czlowiek i pol koziol, pol-czlowiek i pol-skorpion. Czesto cos przelatuje po niebosklonie wbrew prawom fizyki, ludzie wychodza z rozlupanych czaszek i tak dalej.

No i ten niesmiertelny argument o 95% katolikow w Polsce. Smiech na sali. Formalnie ja w tej statystyce tez jestem, bo zostalam ochrzczona a potem musialam chodzic na religie i tak dalej. Ktos bierze pod uwage, ze jestem ateistka? Alez skad.

Bardzo sie ciesze, ze mieszkam w tej czesci USA, gdzie religia jest naprawde prywatna sprawa kazdego i nikt sie nikomu do niczego nie wtraca. No i ciesze sie, ze mieszkam z daleka od matki, ktora - gdybym mieszkala blisko - probowalaby dokladnie tych samych trickow na mnie jak rodzice owej Magdy. Co notabene uwazam za dosc odrazajaca praktyke ocierajaca sie o szantaz.

Odpowiedzi

Dobra, bo w glowie mam od tego wszystkiego metlik. Jestem osoba wierzaca, praktykujaca. Co nie znaczy, ze bezkrytyczna - widze, ze kosciol zatrzymal sie kilka stuleci temu i troche nie nadaza. Denerwuje mnie to i nie rozumiem, czemu np biorac pigulke, popelniam grzech i jakiego jest ten grzech rodzaju. Ze zyjac od 2 lat z moim obecnym partnerem, nie wolno mi isc do komunii, mimo iz tworzymy zgodne i kochajace sie stadlo, tyle, ze nie malzenskie (jeszcze, bo data slubu juz wyznaczona). Trudno mi sie z tym pogodzic. Ale:
mialam okres buntu w ogolniaku, nie chodzilam na religie i nic sie nie dzialo, rodzice przeszli nad tym do porzadku dziannego i git. Ale tez uwazam, ze zamiast religii bardziej by nam sie przydala dodatkowa lekcja matematyki. Cale szczescie w UK problem moherowego opetania nie istnieje. Dzieci ochrzcze i jak beda chcialy, zabiore do kosciola. Jak nie, to nie!

Ja się od jakiegoś czasu uważam za agnostyczkę, choć nie wiem, czy to określenie odpowiada idealnie moim poglądom. Po prostu nie znalazłam jeszcze bardziej odpowiedniego. Gdy chcę, idę do kościoła i się modlę, i robię to szczerze - nie mam poczucia, że popełniam świętokradztwo. Mieszkam z chłopakiem bez ślubu od kilku lat, pigułki biorę, bo akurat muszę ze względu na zdrowie, ale z innych powodów też bym je brała. Ogólnie biorąc, myślę, że mam dosyć wysoki poziom moralności [cokolwiek to oznacza ;)] i nie czuję się gorszym człowiekiem niż znani mi gorliwi katolicy. Może nawet więcej: zastanawiam się nad faktyczną wiarą i pozorną religijnością, i wychodzi mi, że nie chcę brać ślubu kościelnego. Owszem, ceremonia jest ładna, podoba mi się, ale jak można przysięgać coś, do czego się nie jest absolutnie przekonanym? Nie mogę obiecać, że wychowam dziecko “w duchu katolickim”, bo zupełnie nie wiem, jak to się robi, ale też nie odważę się ot tak puszczać go na lekcje religii i całkiem ignorować to, czego tam uczą i w jaki sposób.
Z drugiej strony znów nie chciałabym, żeby moje dzieci wyrosły na “dzikusy”, które nie wiedzą, co to kościół i dlaczego ludzie dostają amoku przez Bożym Narodzeniem i Wielkanocą ;) Zresztą sama obchodzę te święta, zdecydowanie bardziej dlatego, że podoba mi się tradycja i te różne przyjemności, a mniej z powodu potrzeb duchowych - ale czy to naprawdę takie złe?
I jeszcze chciałam powiedzieć, że religia ma jeden duży plus: poniekąd zdejmuje z rodziców konieczność tłumaczenia dziecku, co to jest dobro, a co to zło i dlaczego. Pamiętam z dzieciństwa, że dla koleżanek i kolegów z bardziej religijnych rodzin niż moja, ostatecznym i niepodważalnym argumentem często było “bo tak powiedział Bóg i Pan Jezus”. I tak naprawdę nieważne, jaka była ich motywacja, żeby nie robić czegoś głupiego albo złego - jeśli nie robili tego, bo religia zabrania, to OK, ja się zgadzam. Powiedzmy sobie szczerze: ilu przeciętnych rodziców kiedykolwiek ma czas na filozofowanie, zastanawianie się nad przyczynami, skutkami i sensem różnych rzeczy, ilu potrafi przekonać dziecko, że coś jest dobre, a coś złe, i to w taki sposób, żeby dziecko to zrozumiało i przyjęło jako własne przekonanie?
Oczywiście, nie wszystkie “katolickie prawdy” uważam za słuszne - np. to o antykoncepcji czy o zapłodnieniach in vitro - i zdaję sobie sprawę, że od samego chodzenia na msze człowiek nie staje się anielsko dobry. Znam liczne przykłady, które temu przeczą :/ Ale też znam przykłady na to, że wiara i religia ludziom pomaga…
Podejrzewam nawet, że miałabym duże szanse zostać gorliwym wyznawcą jakiejś religii, tylko nigdy nie trafiłam na odpowiedniego nauczyciela. Jak już miałam okazję z kimś podyskutować, to się okazywał robotem zaprogramowanym na wygłaszanie formułek i nie potrafił wykrzesać z siebie nic ponadto. Grrr. A ja wymagająca jestem, jeśli mnie ktoś na coś namawia, sceptyczna i nie poddaję się łatwo ;)

poczytajcie sobie madre ksiazki, to sie dowiecie ze mozna pojmowac Boga tak po prostu. (Erich emmanuel schmidt, Bartoszewski, Tischner, Martel itd… ;)

I nie oceniajcie innych, bo tak na prawde nikt to konca nic nie wie. Moim zdaniem wszystko co nie jest fanatyzmem, a sprawia ze czlowiek widzi w zyciu sens i ze robi sie dobry jest w porzadku.

Irian: no wiec nie zgadzam sie na to ze “bo tak powiedzial Jezus” jest dobra metoda wychowawcza. Niestety, wbicie dziecku do lba takiej formulki poowduje, ze nie bedzie sie samo zastanawiac nad tym czy cos jest dobre czy zle.
Czyli na przyklad jesli ksiadz powie na religii “bij zyda bo pana jezusa zydzi zabili” (a mowili tak nie dalej jak 50 lat temu) to dzieciak pojdzie i nakopie koledze z klasy ktory jest zydem.
W ogole wmawianie, ze jedni moga byc zbawieni a inni pojda do piekla - i nie dlatego, ze ktos jest zly ale dlatego ze akurat tej religii nie wyznaje jest imho obledem.

Ja osobiscie do cudzej wiary nic nie mam, dopoki ta osoba nie ma tez nic do mnie. Problem jednak w tym, ze w religii katolickiej jest nakaz wtracania sie do innych i zawlaszczania przestrzeni publicznej ktora przeciez powinna byc neutralna.

Snufkin: per capita jak sie spojrzy na 2000 lat historii chrzescijanstwa to niestety wychodzi na odwrot tj. wiecej zbrodni i zla popelniono w imie religii, niz uczyniono z jej powodu dobra.
Smutne, ale prawdziwe.

alez :)

zgadzam sie z Toba. i mam tego swiadomosc, jak najbardziej.

tylko po prostu twierdze ze jest wielu ludzi, ktorzy sa sensowni POMIMO bycia katolikiem.

tyle.

snufkin: tez mi sie wydaje, ze sa sensowni MIMO :) a nie ze dlatego…

Leave a response

Twoja odpowiedź:

Kategorie