zlosc, furia, zal i nie wiem co jeszcze. Pretensje, o tak, pretensje do calego swiata, samej siebie i zielonych ludkow.
Bo rano stanelam na wage i oby mnie pokrecilo.
Waga pokazala 159 funtow. Czyli od czasu od kiedy zaczelam robic cwiczenia i pilnowac sie z jedzeniem przybylo mi nastepne 6 funtow. Nigdy w zyciu jeszcze tyle nie wazylam. AZ TYLE.
KURWAAAAAAAA
Chuj. Nie bedzie kupowania dobrego jedzonka, robienia obiadow i innych takich. Bede sobie kupowac surowa rybe i jesc gotowane warzywa. Sashimi zawsze uwielbialam, ale przestalam jesc ze wzgledu na Lubego boc on przeciez wegetarianin. Nie chcialam mu robic przykrosci gotujac zarcie tylko dla siebie.
Cwiczyc tez mu sie nie chce, a juz zeby ze mna poszedl pobiegac to matko swinta cos musialoby sie zawalic, spasc mu na glowe i powichrowac polaczenia nerwowe, bo te ktore ma wyjatkowo opieraja sie takim czynnosciom.
No to chuj. Pierdolil zebym sie odchudzila to sie bede odchudzac. Skutecznie drastycznie i na maksa. I odczuje tego efekty. Zadnych wyjsc na obiadki do restauracji, nie bede sie katowac.
PS: w ramach utrudnien mam dzisiaj release w robocie. Wszyscy biegaja na rzesach, stres i ogolnie dom wariatow. A ja niestety mam tak, ze stres zajadam. Pieknie, prawda?
PS2: na lunch zjadlam namniej kaloryczna rzecz w low end japonskiej jadlodajni (akurat grupom z pracy sie wybralismy) - vegetable udon. 3/4 kluchow zostawilam, tylko wodnista zupka i warzywka. NO i KURWA NO juz mi sie chce jesc. Dlaczego odchudzanie sie to taka potworna meka???? Dlaczego caly czas musze chodzic glodna?????