Amerykanie sa tacy rozrzutni i smiem twierdzic, ze pewne kwestie MUSZA byc uregolowane odgornie. Bo firmy prywatne patrza tylko jak zwiekszyc zysk juz albo troche pozniej, w nosie maja skutki swoich dzialan w perspektywie np. dwudziestoletniej czy 50-cio letniej.
Przyklad zza okna: firma zajmujaca sie zarzadzaniem kampusu, gdzie pracuje, zabrala sie za “poprawianie” otoczenia. W zwiazku z tym wycinaja wiekszosc drzew. Ponoc maja sadzic palmy. A trawka? Trawka sobie zostaje. Trawka w klimacie, gdzie nie pada przez 7 miesiecy, trawka, ktora wymaga tysiecy litrow wody pompowanych codziennie, zeby utrzymac ja przy zyciu.
Mozna oczywiscie zrobic landscaping z lokalnych roslin, ktore nie wymagaja nawadniania. Mozna duzo rzeczy, ale po co, skoro to wszystko sie wrzuca w koszty i odlicza od podatku? Pieniadze ich nie obchodza, a ze marnuja sie drogocenne zasoby wody, kiedy przez kolejny rok bedzie susza? NO TO CO.
Albo ustawa o odnawialnych zrodlach energii, wlasnie uchwalona przez kongres. Nie zaklada zadnych cudow, tylko zwiekszenie udzialu w produkacji energii z tychze zrodel do chyba kilkunastu procent. No i co? Nic raczej, bo ustawe musi podpisac jeszcze senat no i prezydent. A Bush juz zapowiedzial, ze nie podpisze. Bo siedzi w kieszeni lobby naftowego, a nafciarze z Teksasu podniesli jakis kosmiczny wrzask i histerii dostali, bredzac ze to zamach na zywotna galaz gospodarki, ze tysiace ludzi straci prace, ze ekonomia padnie itp.
W dupie maja interes calego kraju, co ich obchodzi, ze ze strategicznego i politycznego punktu widzenia dla USA lepiej nie byc zaleznym od ropy bliskowschodniej, w ogole od ropy? Ze lepiej zaczac przestawiac gospodarke teraz, a nie za 20 lat kiedy moze byc za pozno? A ze srodowisko naturalne? Martwic sie beda dzieci i wnuki tych frajerow, co tam mieszkaja, bo my sie nachapiemy i dyla na Kanary albo Hawaje. Pf.