Ta pogoda mnie zabije. Chmury i zimno - to napewno efekt globalnego ocieplenia, jak w morde strzelil.
Chce mi sie spac, jesc, poczytac ksiazke i zaszyc sie w jakims cieplym i cichym kacie - chce mi sie wszystkiego, tylko nie pracowac.
Odkurzacz wreszcie wczoraj dostarczony i musze powiedziec, ze jest to kawal znakomitej inzynierskiej roboty. Az przyjemnie tym sprzatac, dywan przy wejsciu nigdy w zyciu nie byl taki czysty. Na dodatek sie sklada bardzo ladnie i kompaktowo, ma szczotke napedzana dodatkowym motorkiem no i zeby jeszcze umial robic kawe….
Eh.
Progres w chudnieciu zaden. Przestalam tyc co prawda - nie wiem czy mozna to zaliczyc do jakichs osiagniec… ale jesli tyle wyrzeczen i trudu potrzeba TYLKO do tego, zeby tluszczu przestalo przybywac, to ja dziekuje. Moze juz teraz powinnam sobie przypiac kartke do plecow pt. “mam w dupie to jak wygladam i prosze dac mi swiety spokoj”?