w pracy i zaiste Pan w Niebiesiech (ha ha gdybym to ja wierzyla w rzeczonego) wysluchal mych narzekan.
Ostatni senior QA Lead (poza mna) zlozyl wypowiedzenie. Odchodzi pietnastego. Jak mnie poinformowal moj szef, kolega A. molestowal go od trzech miesiecy o stanowisko managera. Nie wyszlo - i tutaj sie nie dziwie - wiec zrezygnowal. Od dawna zreszta z szefem sie nie dogadywal. Generalnie mial postawe typu job security czyli swoja wiedza nie dziele sie z nikim, a o problemach tez wierchuszce nie mowie, nie sie skompromituje najpierw. Nie musze dodawac, ze nie jest to strategia mile widziana przez szefow.
Oczywiscie mnie spadla na leb jego robota, czyli nudzic sie juz nie bede miala czasu, o nie. Oprocz tego szef zatrudnia managera do zarzadzania zespolami z Bolivii i Indii. Wyglada na to, ze bedzie beben do walenia i tym razem nie bede sobie zalowac. Albo sie naucza porzadnie pracowac, albo niech spadaja.
Co to wszystko dla mnie znaczy? Zostalam jedynym qa lead wiedzacym co robi. O ile firma sie bedzie rozrastac (a narazie wszystko na to wskazuje) byc moze mam szanse zmiany stanowiska na manager.
Pewnie, ze sproboje. Droga wewnetrznego awansu to jedyna droga wspiecia sie o szczebel wyzej. Jak juz bede miala w CV jakis tam czas na stanowisku managerskim to potem moge sobie juz szukac podobnego stanowiska w innej firmie.
Tak, rzucono mi haczyk i daje sie na niego zlapac z pelna swiadomoscia. Gdyby nie kasa, ktora mi placa i pozyczka do splacania nie rzucilabym sie na ten haczyk, bo robota naprawde upierdliwa, polegajaca glownie na poprawianiu tego, co spieprzyli inni oraz wspolpracy z idiotami.
eh…